Dawno, dawno temu za małym morzem i mieniącymi się mokradłami żyła sobie Małgosia. Małgosia mieszkała w małym mieszkaniu razem z macochą Marychą. Miały małpy i morsy w małym mokradełku. Małgosia miała 5 lat i dlatego wszyscy mówili na nią mała Małgosia. Małgosi tata miał na imię Maciej i był marynarzem. Teraz opowiem o jednym dniu z życia Małgosi.
Rano Małgosia wstała o 9:30 i wyłączyła budzik w kształcie mango. Potem umyła się mydłem malinowym i ubrała się w: miękką marynarkę we wzór moro, małą, melanżową miniówkę, morelowy melonik, morską muszkę i miętowe mokasyny. Małgosia była modnisią i uwielbiała się malować morelowa, matową szminką. Po ubraniu Małgosia zeszła z macochą na śniadanie. Na stole wyłożony był mus marchewkowy i morelowa "Miranda". Mała rodzina zjadła mus i skończyła śniadanie. Następnie Małgosia ułożyła włosy na mokrą Włoszkę i pomaszerowała do szkoły by napisać maturę. Małgosia miała marzenie żeby ją zdać. Małgosia na nieszczęście nie zabrała miękkiej mufki. Dziewczynka miała jeszcze do pokonania długą drogę, gdy nagle zobaczyła małego misia Marcinka. Miś chodził z nią do klasy. Marcinek był nowym uczniem, bo niedawno przeprowadził się z rodzicami do malinowej mieściny. Mały misiu powiedział Małgosi, że się martwi, bo się zgubił. Koleżanka pożyczyła mu zapasowe, miękkie mokasyny i zaprowadziła do szkoły. W szkole Małgorzatka i Marcin spotkali swoje koleżanki: Misię, Melanię, Martę i Magdę. Razem poszli do klasy i przygotowali się do matematyki. Pani Martyna zawołała dzieci do sali i zaczęła się lekcja. Na matematyce Pani opowiadała o mnożeniu. Następną lekcją był j. mongolski. Mądry Pan Michał na lekcji modlił się po mongolsku i uczył malowania techniką mongolską. Ostatnia lekcja - malarstwo - upłynęła szybko. Pani Michalina mówiła o malowaniu miejscowym i malarskiej maturze. Następnie Małgosia i inne dzieci zeszły do sali modlitewnej pisać maturę. Po całym dniu szkoły Małgorzata była zmęczona i ledwo doczołgała się do mieszkania. W domu odrobiła zadania, padła na materac i zasnęła.
Teraz, jak już opowiedziałam o dniu z życia Małgosi mogę opisać jej pokój. Za morelowymi drzwiami, po prawej stronie stała mała szafeczka koloru miętowego. Obok niej leżały morelowe materace i zestawy do słuchania muzyki. Na miętowych ścianach wisiały mongolskie monety, nabyte na wakacjach. Zamiast dywanu na podłodze rozłożona była mieniąca się mata. Na suficie wisiał żyrandol z miejscowych malachitów. Mokasyny chowane były w modelarni, w której dziewczynka malowała i lepiła z modeliny małe małpki. Swoje dzieła stawiała na półeczce i ozdabiała je malachitami. Blok, w którym mieszkali Małgosia, macocha i Maciej wyglądał niepozornie. Miał wyłamane drzwi, źle pomalowane dachówki i odrapane melanżowe ściany, ale dla Małgosi zawsze był najpiękniejszy.
Koniec!