Zagubiona,
Przerażona
Płynę nie wiadomo gdzie.
Ciągle myślę, że czynię źle.
Wreszcie przystań w pogoni,
Za czymś wyciągniętym na dłoni,
Która wciąż się zmienia,
A wraz z nią cała Ziemia.
Stop w zaciętych podróżach.
Odbicia w kałużach,
Widnieją szare i mętne,
Całe obojętne.
Ciemność, groza i świat w płomieniach.
I choć wiem, że się i tak nie zmienię,
To dociera do mnie rzecz jasna,
Że to jest przystań przepastna.
Szukaj na tym blogu
czwartek, 28 kwietnia 2016
Rzeczywistość
Kaprysić nie umie ryba.
Kaprysić nie umie ptak.
Lecz umiem kaprysić ja,
Bo tak.
Niebo jest niebieskie.
Każde przeżycie ma inny smak.
Szary dym zasłania życie,
Bo tak.
Nad niebem nic.
Wspomnień wrak,
Zabrany z życia,
Bo tak.
Z życiem nasz zbłąkany czas,
Dyktuje nam co i jak.
To właśnie on upływa,
Bo tak.
To po prostu rzeczywistość.
To wszystko to nasz świat
I kolory wlane w szarość,
Bo tak.
Kaprysić nie umie ptak.
Lecz umiem kaprysić ja,
Bo tak.
Niebo jest niebieskie.
Każde przeżycie ma inny smak.
Szary dym zasłania życie,
Bo tak.
Nad niebem nic.
Wspomnień wrak,
Zabrany z życia,
Bo tak.
Z życiem nasz zbłąkany czas,
Dyktuje nam co i jak.
To właśnie on upływa,
Bo tak.
To po prostu rzeczywistość.
To wszystko to nasz świat
I kolory wlane w szarość,
Bo tak.
sobota, 2 kwietnia 2016
Wyobraźnia
Kolorowy dar otrzymam,
Zanim zdążę na ciebie spojrzeć.
Nigdy cię nie zatrzymam,
Bo nie do tego dążę.
Chcę by niebo nie było błękitne.
Chcę by śnieg był kolorowy.
Chcę by w morzu kwiat zakwitnął.
Chcę by po jaskiniach latały sowy.
Kierując się biciem serca,
Znajduję mój własny dom.
Stoi gdy ujrzy człowieka.
Leci gdy nastąpi czyjś zgon.
Czy chcesz by ktoś zamknął cię w zasadach?
Czy chcesz by nie istniało serce?
Czy chcesz tonąć w szarych kaskadach?
Czy chcesz stoczyć walkę z człowiekiem?
Ja po prostu chcę coś powiedzieć.
Ja po prostu chcę pokazać,
Że każdy może się dowiedzieć
Jak smakuje wyobraźnia.
Zanim zdążę na ciebie spojrzeć.
Nigdy cię nie zatrzymam,
Bo nie do tego dążę.
Chcę by niebo nie było błękitne.
Chcę by śnieg był kolorowy.
Chcę by w morzu kwiat zakwitnął.
Chcę by po jaskiniach latały sowy.
Kierując się biciem serca,
Znajduję mój własny dom.
Stoi gdy ujrzy człowieka.
Leci gdy nastąpi czyjś zgon.
Czy chcesz by ktoś zamknął cię w zasadach?
Czy chcesz by nie istniało serce?
Czy chcesz tonąć w szarych kaskadach?
Czy chcesz stoczyć walkę z człowiekiem?
Ja po prostu chcę coś powiedzieć.
Ja po prostu chcę pokazać,
Że każdy może się dowiedzieć
Jak smakuje wyobraźnia.
Bogactwo
Litość bierze górę,
Unosi żalu chmurę,
Ku Tobie - moim ciężarze,
Ukrytym w krainie marzeń.
Głęboko na dnie plaży,
Leży coś o czym wiecznie marzysz.
Lecz to nie ma znaczenia.
Ty liczysz tylko swoje westchnienia.
Lecąc po krainie nieba,
Nie wiesz co to cudza potrzeba.
Nie wiesz co to praca.
Nie wiesz co naprawdę wzbogaca.
Odpowiedzi wcale nie ma dużo.
Nie zyskasz bogactwa deszczem i burzą.
Odpowiedź jest prosta wielce.
Naprawdę wzbogaca serce.
Unosi żalu chmurę,
Ku Tobie - moim ciężarze,
Ukrytym w krainie marzeń.
Głęboko na dnie plaży,
Leży coś o czym wiecznie marzysz.
Lecz to nie ma znaczenia.
Ty liczysz tylko swoje westchnienia.
Lecąc po krainie nieba,
Nie wiesz co to cudza potrzeba.
Nie wiesz co to praca.
Nie wiesz co naprawdę wzbogaca.
Odpowiedzi wcale nie ma dużo.
Nie zyskasz bogactwa deszczem i burzą.
Odpowiedź jest prosta wielce.
Naprawdę wzbogaca serce.
Rana
Z mej rany wyciekasz,
Lecz przede mną uciekasz.
Za zbocza i skały,
Mimo, że jesteś taki mały,
Na tym wielkim świecie.
Nie mów mi wciąż o pustym kwiecie.
Ja bym cie obroniła,
Krew z rany obmyła,
Jak świeża róża -
- Silna i duża.
Ty powracasz do mnie teraz,
Gdy tylko głód Ci doskwiera.
I wiem, że się odwrócisz,
Już ranny nie powrócisz.
Triumfalnie na skałach sumienia,
Pochwycisz me spojrzenia,
Krwawe jak Twoja rana.
Puste jak twarz ukochana,
Która czuje tylko strach,
I ma rany w swoich snach,
Których nie może uleczyć,
Bo przecież tak łatwo się skaleczyć.
Lecz przede mną uciekasz.
Za zbocza i skały,
Mimo, że jesteś taki mały,
Na tym wielkim świecie.
Nie mów mi wciąż o pustym kwiecie.
Ja bym cie obroniła,
Krew z rany obmyła,
Jak świeża róża -
- Silna i duża.
Ty powracasz do mnie teraz,
Gdy tylko głód Ci doskwiera.
I wiem, że się odwrócisz,
Już ranny nie powrócisz.
Triumfalnie na skałach sumienia,
Pochwycisz me spojrzenia,
Krwawe jak Twoja rana.
Puste jak twarz ukochana,
Która czuje tylko strach,
I ma rany w swoich snach,
Których nie może uleczyć,
Bo przecież tak łatwo się skaleczyć.
Labirynt
Z Tobą na zawsze,
Brnę przez korytarze,
Wierząc,że to się skończy,
Ze coś wreszcie nas połączy.
W labiryncie drżeń,
Liczymy każdy dzień
I każdą noc gwiaździstą
I każdą miłość czystą.
Czy weźmiesz mnie stąd?
Zabierzesz na swój ląd?
Ja - biedna ja,
Nie przeżyję światła dnia.
Brnę przez korytarze,
Wierząc,że to się skończy,
Ze coś wreszcie nas połączy.
W labiryncie drżeń,
Liczymy każdy dzień
I każdą noc gwiaździstą
I każdą miłość czystą.
Czy weźmiesz mnie stąd?
Zabierzesz na swój ląd?
Ja - biedna ja,
Nie przeżyję światła dnia.
Dno
Szatą burz zakryte dno,
Czyste jak Twoja twarz.
Lecz czy naprawdę musisz mówić,
Że mnie mało znasz?
Od tygodni, od miesięcy,
Czuję się jak brudne dno,
Zakryte szmatą,
Ze skarbem ukrytym pod.
Tym skarbem jesteś Ty,
Chowasz się w moim sercu,
Bo to najbezpieczniejsze,
Dno w całym człowieku.
Czyste jak Twoja twarz.
Lecz czy naprawdę musisz mówić,
Że mnie mało znasz?
Od tygodni, od miesięcy,
Czuję się jak brudne dno,
Zakryte szmatą,
Ze skarbem ukrytym pod.
Tym skarbem jesteś Ty,
Chowasz się w moim sercu,
Bo to najbezpieczniejsze,
Dno w całym człowieku.
Z wiatrem
Z wiatrem leci bratek,
Jak dowód naszej miłości.
Z wiatrem skały -
- Odłamki radości.
Z wiatrem to co najcenniejsze,
Czyli po prostu Ty.
Z wiatrem słońce i księżyc,
Na noce i dni.
Z wiatrem zło i żal,
Mimo wszystko nasze.
Z wiatrem moje serce,
Oddane Tobie na zawsze.
Z wiatrem to co znasz,
Czyli tylko Ja.
Z wiatrem ciemność,
Strach i mgła.
Jak dowód naszej miłości.
Z wiatrem skały -
- Odłamki radości.
Z wiatrem to co najcenniejsze,
Czyli po prostu Ty.
Z wiatrem słońce i księżyc,
Na noce i dni.
Z wiatrem zło i żal,
Mimo wszystko nasze.
Z wiatrem moje serce,
Oddane Tobie na zawsze.
Z wiatrem to co znasz,
Czyli tylko Ja.
Z wiatrem ciemność,
Strach i mgła.
To
To raz leci,
A raz fruwa.
To raz śpi,
A raz czuwa.
To raz ziemią,
A raz niebem.
To raz można,
A raz trzeba.
Jednak to nie powstało.
To ciągle było za mało.
I to nigdy nie jest to o co chodzi,
Bo to nie mija i nie nadchodzi.
Bo to po prostu Ty.
To powstało z Twojej łzy.
I bardzo odebrać bym to innym chciała,
Ale i tak bym nie umiała.
Cechy
Czy jesteś mi bliski?
Zadaj sobie to pytanie,
Przeklęty, czy skryty.
Ja chcę poznać twoje zdanie,
Na temat twoich cech,
Obmytych wodą,
Uważanych za grzech
I za największą szkodę.
Lecz ty jesteś niezwykły.
Pociechą moją bądź.
Przy mnie nie jesteś ukryty,
Więc moim sercem rządź.
Moja krew twoim życiem.
Twoja krew moją cechą,
Dognaną przez przeżycie.
Proszę, bądź mi pociechą.
Oddziel swoje wady,
Od zalet twych myśli.
Daleko od zagłady,
Czerp z serca korzyści.
Oddziel wszystko krechą,
Niepodobną do innych krech.
Wiatr jest twoją pociechą,
Lecz ty toniesz w morzu cech.
Lawina gór, strzępi wiatr,
Kamienie rwą ci serce,
A ja wierzę, że ten świat,
Będzie ukryty w tej kresce.
Zadaj sobie to pytanie,
Przeklęty, czy skryty.
Ja chcę poznać twoje zdanie,
Na temat twoich cech,
Obmytych wodą,
Uważanych za grzech
I za największą szkodę.
Lecz ty jesteś niezwykły.
Pociechą moją bądź.
Przy mnie nie jesteś ukryty,
Więc moim sercem rządź.
Moja krew twoim życiem.
Twoja krew moją cechą,
Dognaną przez przeżycie.
Proszę, bądź mi pociechą.
Oddziel swoje wady,
Od zalet twych myśli.
Daleko od zagłady,
Czerp z serca korzyści.
Oddziel wszystko krechą,
Niepodobną do innych krech.
Wiatr jest twoją pociechą,
Lecz ty toniesz w morzu cech.
Lawina gór, strzępi wiatr,
Kamienie rwą ci serce,
A ja wierzę, że ten świat,
Będzie ukryty w tej kresce.