Jeden, dwa, trzy... A, to wy? Cześć! Właśnie liczyłam jajka na jajecznicę z margaryną. Co ja to miałam Wam opowiedzieć...? A, prawda! Mam dla Was wspaniałą nowinę! Mam małą siostrzyczkę!Ma na imię Małgożata. W sumie nie ma różnicy, tylko, że jej imię się inaczej pisze. No może nie jest już taka mała, w końcu ma już 12 lat, ale... Te kilka dni nie robi różnicy. Przynajmniej jeśli sobie założymy, że nie mam tylko 5 lat. Trudno, szczegóły nie są ważne. Tak samo nieważne jak napisanie na kartkówce (przeze mnie) "masury"(Mazury) i "mienki"(miękki)... No, ale wróćmy do tematu. Przepraszam, że nie wspomniałam o niej wcześniej, ale była na wakacjach i na "chwilkę" o niej zapomniałam. Ale teraz jest tu, w domu i zaraz zacznie wydziwiać...
Tak wróćmy do liczenia jajek. Jedno, drugie...
- Potrzebne ci będzie sześć jajek Małgosiu. A tak poza tym, miałaś mi zrobić mus, i marchewkową marmoladę, i mrożone maliny i...
Tak, to moja milutka siostra właśnie weszła do kuchni. Ojejku! Teraz zaczyna mi wypominać:
- Nie tak Małgorzatko moja, nie tak... To trzeba robić ostrożnie i...
W tym momencie Małgożata wyrwała mi łyżkę z ręki i szybko zaczęła mieszać. Tak szybko, że nie widziała swoich ruchów i...
- Aaaa! Jak to boli! Małgorzatko, to twoja wina! Twój wzrok źle działa na moje ruchy i...
Tak. Jak zwykle siostra zwala wszystko na mnie i kara trafia się mnie. Małgożata jest: leniwa, mądralińska, hałaśliwa i brak jej cierpliwości. Niech sobie będzie jaka chce. Dla mnie będzie jedyna, wyjątkowa, kochana...
Koniec
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 września 2015
niedziela, 27 września 2015
Mała Małgorzatka i wielki pech
Cześć! To ja Mała Małgorzatka. Skoro już wiecie o mnie co nieco, z poprzedniej części możemy opowiedzieć o pewnym dniu, który utkwił mi w pamięci. Dniu, który był niezwykły. Dniu nazywanego pechowym...
Rano nie chciało mi się wstawać. Co gorsza nie usłyszałam budzika, a moja porcja marchewki, rozgotowała się na marchewkową papkę. Spróbowałam sobie zrobić tosty z malinową marmoladą, ale nie udało się. Nie udało się, bo wszystkie tosty zjadła moja macocha - Marycha. Co robić? Po chwili wahania zrobiłam sobie migdałowe muffinki. Musiałam się jeszcze ubrać i... o nie! Na moją, nową sukienkę wylała się maślanka. Trudno, wezmę inną, a teraz szybko do szkoły.
W szkole okazało się, że mój ulubiony nauczyciel - Pan Marcel od mrożenia (nauka mrożenia bez pomocy lodówki) zachorował. Ponadto zapomniałam zeszytu od j. mongolskiego, a Pani Marta wylała na mnie moją porcję zupy morelowej i spaliła mój obiad. Gdy wróciłam do domu macocha powiadomiła mnie, że mój materac ma małe rozdarcie i musiała kupić inny. Poprosiłam ją o obiad. Dała mi makaron w sosie morelowym i wyprała moją mufkę. Jak przyjemnie jest wyciągnąć się na materacu, po cały m dniu pechowych zdarzeń...
- Moja, miła cioteczko! Mam nadzieję, że Małgorzatka ma malutko czasu, żeby namalować mi maki! Czy zrobisz mi moje ulubione mandarynki z makiem?
Tak! To moja kuzynka Monika tak miauczy. Mam nadzieję, że nie będzie się mądrzyła na temat mody. Musiała przyjść akurat dzisiaj? Mówicie, że nie? Ja uważam, że musiała. Nigdy nie rzychodzi kiedy trzeba. O nie! Weszła do pokoju. Szybko zamknęłam oczy i udałam, że śpię. Monika mrugała szybko oczami i potrząsała mną. Otworzyłam więc oczy z powrotem i krzyknęłam ze zdumienia! A był powód do krzyku. Monika miała włosy mokre, a małe rączki obciśnięte w malinową mufkę. Miała na sobie miniówkę koloru mango, a na nogach mokasyny o 4 numery za duże. Jak onamoże wytrzymać? Macocha machnęła ręką i zawołała nas na mini - podwieczorek. Był murzynek i mandarynki z makiem.
Jak ona je wymiauczała? Mi się nigdy nie udaje...
Koniec
wtorek, 22 września 2015
Rodzinka żarcików
Zaczęło się pewnego, słonecznego dnia. W ten dzień, moja rodzina... Nie! Najpierw muszę przecież o niej opowiedzieć.
Moja mama - ma 41 lat. Zawsze pomoże, doradzi i podpowie. Nigdy nie jest w gorącej wodzie kąpana. Kiedy ma zły dzień, boli ją głowa, a rondle fruwają po kuchni. Na co dzień mama wspaniale gotuje i jest żartobliwie nastawiona.
Mój tata - ma 36 lat. Żartowniś i leniuch. Tata nie lubi pośpiechu, gorzkiej czekolady i pracy w domu. Na szczęście pośród gór roboty, umie znaleźć czas na zabawę i żart. Każdy kto porozmawia z moim tatą będzie miał wrażenie, że przeszedł przez niego "duch żartów".
Ja - czasami uśmiechnięta, a czasami nie. Czasami żartobliwa, czasami zapłakana. Lubię słodycze, żarty i marzenia. Wszystko co przyjemne uwielbiam wymarzyć, a jestem czasami zamyślona, a czasami coś mi się popsuje w myślach. Ogółem - Czarno-biała to ja!
Teraz, jak już wiecie, kim jestem, możemy opowiadać o... Nie! Przecież jeszcze nie powiedziałam ile mam lat. Tego nie da się określić. Jak jestem smutna mówię, że mam 9, a jak jestem wesoła, że 10. Tak teraz można już zaczynać...
Był piękny, słoneczny dzień. Ja i moi rodzice wstaliśmy na śniadanie, o 10:00. Na szczęście była sobota. Na śniadanie zjedliśmy kanapki z szynką, a ja nie lubię szynki. Zaczęło się tak:
- Nie, ja tego nie zjem! - powiedziałam.
- To może wolisz, żeby kanapka zjadła ciebie! - zawołał tata.
- Zjedz połowę kanapki - doradziła mama.
Zjadłam więc połowę kanapki i poszłam do pokoju odrobić lekcje...
- Mamo! Która jest godzina? - spytałam.
- Jest godzina 11:15. Czemu pytasz? - odrzekła mama.
- Bo ja się boję, że nie zdążę na basen! - zmartwiłam się.
- Jak się tak będziesz bać, to się utopisz - zaśmiał się tata.
Po chwili zeszyty miałam spakowane, buty ubrane i worek w rękach. Poszłam na basen. Od razu przestałam się denerwować. W końcu jestem Czarno-biała! Kiedy wróciłam do domu byłam zmęczona. Tak zmęczona, że nie zjadłam obiadu, a ocknęłam się dopiero godzinę później. Zjadłam kolację i zasnęłam...
Zapamiętajcie sobie jednak jedno: Być Czarno-białą nie jest łatwo. Jednak najlepiej być sobą. Trzeba to docenić.
Koniec!
Moja mama - ma 41 lat. Zawsze pomoże, doradzi i podpowie. Nigdy nie jest w gorącej wodzie kąpana. Kiedy ma zły dzień, boli ją głowa, a rondle fruwają po kuchni. Na co dzień mama wspaniale gotuje i jest żartobliwie nastawiona.
Mój tata - ma 36 lat. Żartowniś i leniuch. Tata nie lubi pośpiechu, gorzkiej czekolady i pracy w domu. Na szczęście pośród gór roboty, umie znaleźć czas na zabawę i żart. Każdy kto porozmawia z moim tatą będzie miał wrażenie, że przeszedł przez niego "duch żartów".
Ja - czasami uśmiechnięta, a czasami nie. Czasami żartobliwa, czasami zapłakana. Lubię słodycze, żarty i marzenia. Wszystko co przyjemne uwielbiam wymarzyć, a jestem czasami zamyślona, a czasami coś mi się popsuje w myślach. Ogółem - Czarno-biała to ja!
Teraz, jak już wiecie, kim jestem, możemy opowiadać o... Nie! Przecież jeszcze nie powiedziałam ile mam lat. Tego nie da się określić. Jak jestem smutna mówię, że mam 9, a jak jestem wesoła, że 10. Tak teraz można już zaczynać...
Był piękny, słoneczny dzień. Ja i moi rodzice wstaliśmy na śniadanie, o 10:00. Na szczęście była sobota. Na śniadanie zjedliśmy kanapki z szynką, a ja nie lubię szynki. Zaczęło się tak:
- Nie, ja tego nie zjem! - powiedziałam.
- To może wolisz, żeby kanapka zjadła ciebie! - zawołał tata.
- Zjedz połowę kanapki - doradziła mama.
Zjadłam więc połowę kanapki i poszłam do pokoju odrobić lekcje...
- Mamo! Która jest godzina? - spytałam.
- Jest godzina 11:15. Czemu pytasz? - odrzekła mama.
- Bo ja się boję, że nie zdążę na basen! - zmartwiłam się.
- Jak się tak będziesz bać, to się utopisz - zaśmiał się tata.
Po chwili zeszyty miałam spakowane, buty ubrane i worek w rękach. Poszłam na basen. Od razu przestałam się denerwować. W końcu jestem Czarno-biała! Kiedy wróciłam do domu byłam zmęczona. Tak zmęczona, że nie zjadłam obiadu, a ocknęłam się dopiero godzinę później. Zjadłam kolację i zasnęłam...
Zapamiętajcie sobie jednak jedno: Być Czarno-białą nie jest łatwo. Jednak najlepiej być sobą. Trzeba to docenić.
Koniec!
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
"Kraina wyobraźni"
Tak naprawdę jest tylko jedno miejsce, które chciałabym zobaczyć (niestety jest to niemożliwe). To miejsce to kraina wyobraźni.
W krainie wyobraźni można tworzyć wprost niewyobrażalne rzeczy. Owo miejsce wygląda dla każdego inaczej. Wszyscy mogą w niej przebywać ile tylko chcą. Z krainy marzeń można polecieć na planetę, która nie istniała, nie istnieje i nie będzie istnieć. Można tam tworzyć miasta z lodów, czekolady i innych słodyczy, nieistniejące planety i wiele innych niesamowitych rzeczy. Wystarczy tylko coś sobie wyobrazić i mocno w to uwierzyć...
Teraz wiecie, że to naprawdę wspaniałe miejsce. Szkoda, że nie można się tam dostać...
Koniec
W krainie wyobraźni można tworzyć wprost niewyobrażalne rzeczy. Owo miejsce wygląda dla każdego inaczej. Wszyscy mogą w niej przebywać ile tylko chcą. Z krainy marzeń można polecieć na planetę, która nie istniała, nie istnieje i nie będzie istnieć. Można tam tworzyć miasta z lodów, czekolady i innych słodyczy, nieistniejące planety i wiele innych niesamowitych rzeczy. Wystarczy tylko coś sobie wyobrazić i mocno w to uwierzyć...
Teraz wiecie, że to naprawdę wspaniałe miejsce. Szkoda, że nie można się tam dostać...
Koniec
czwartek, 30 kwietnia 2015
Kłótnia znaków interpunkcyjnych
W pewnym zdaniu spotkały się znaki przestankowe.
- Beze mnie nie byłoby zdania - mówi kropka.
- Naprawdę? Przecież to ja podkreślam wszystkie pytania - odpowiada znak zapytania.
- Nieprawda! - wrzasnął wykrzyknik - To ja zaznaczam emocje!
- Zapomnieliście, że ja kryję wszystkie tajemnice? - mówi tajemniczo wielokropek.
- Nie lubię jak się pcha słowa na siłę. Ja ustanawiam wygodę! - odparł myślnik.
- Kryję bardzo ważne słowa. Zapomnieliście? - mówi ze złością cudzysłów.
- Ja oddzielam informacje! To nieważne? - krzyczy średnik.
- Po mnie znajdują się pojedyncze słowa! Powinienem być ważny! - złości się dwukropek.
I tak się kłócili, że całe zdanie zepsuli.
- Beze mnie nie byłoby zdania - mówi kropka.
- Naprawdę? Przecież to ja podkreślam wszystkie pytania - odpowiada znak zapytania.
- Nieprawda! - wrzasnął wykrzyknik - To ja zaznaczam emocje!
- Zapomnieliście, że ja kryję wszystkie tajemnice? - mówi tajemniczo wielokropek.
- Nie lubię jak się pcha słowa na siłę. Ja ustanawiam wygodę! - odparł myślnik.
- Kryję bardzo ważne słowa. Zapomnieliście? - mówi ze złością cudzysłów.
- Ja oddzielam informacje! To nieważne? - krzyczy średnik.
- Po mnie znajdują się pojedyncze słowa! Powinienem być ważny! - złości się dwukropek.
I tak się kłócili, że całe zdanie zepsuli.
Koniec
sobota, 8 listopada 2014
Mądra sroka
Dawno, dawno temu,w Ptasznolandii, w miasteczku Lukretkowym, żyła sobie sroka. Sroka była sędzią w Ptasznolandii. Sroka miała na imię Sandra. Sandra miała 3 przyjaciół: wronę Sylwię, papugę Solinę i kruka Stasia. Sandra mieszkała w muchomorze i nie lubiła jak ktoś ją odwiedzał. Pewnego deszczowego dnia, do tak zwanego borowika sędziów, przyszedł kruk Sylwek ( kolega Stasia ). Został oskarżony o kradzież złotego łańcucha. Sroka poszła do skarbca i... przyniosła złoty łańcuch. Potem rzekła:
- Jesteście bardzo niemądrzy! Oskarżyliście Sylwka bez powodu.
- Ależ... przepraszamy! - odrzekła rada sędziowska.
Wtedy sroka chwyciła łańcuch i przełamała go na pół. Wszystkim szczęki opadły. Sroka rzekła:
- Sylwek jest ułaskawiony, a wy nie jesteście już radą sędziowską! Ten łańcuch nie jest prawdziwy. Daliście się nabrać.
Wszyscy dowiedzieli się o mądrości sroki, a jej przyjaciele urządzili na jej cześć wielkie przyjęcie.
Koniec
- Jesteście bardzo niemądrzy! Oskarżyliście Sylwka bez powodu.
- Ależ... przepraszamy! - odrzekła rada sędziowska.
Wtedy sroka chwyciła łańcuch i przełamała go na pół. Wszystkim szczęki opadły. Sroka rzekła:
- Sylwek jest ułaskawiony, a wy nie jesteście już radą sędziowską! Ten łańcuch nie jest prawdziwy. Daliście się nabrać.
Wszyscy dowiedzieli się o mądrości sroki, a jej przyjaciele urządzili na jej cześć wielkie przyjęcie.
Koniec
Ulica Agrestowa
Całkiem niedawno w mieście Andelad powstała ulica Agrestowa. Na tej ulicy mieszkały Agata i Ala, dwie bliźniaczki. Oprócz nich mieszkali też: Adam, Adrian, Aga, Adriana, Pani Ania, Pan Anzelm, Pani Anastazja, Pan Anastazy, Pani Anda i Pan Alojzy. Wszyscy mieszkali w żółto-czerwonych domach. Była to mała, ciasna ulica, brukowana zieloną kostką. Jeździły tam niebieskie, brązowe i białe rowery. Na ulicy była szkoła nr 108. Nazywała się "Angrolician". Do szkoły chodziły wszystkie dzieci z okolicy. Uczyły się tam: języka francuskiego, języka mongolskiego, historii Brazylii, szybkiego pisania, leniuchowania,rozciągania, baletu i piłki nożnej. Wszyscy jedli tam między innymi: dżem pistacjowy, mleko pomarańczowe, cukierki malinowe, masło z rzepy, sałatkę cytrynową i wiele innych dziwnych, lecz pysznych rzeczy. Teraz pora powiedzieć o Agacie i Ali. Agata ma długie czarne loki i brązowe, duże oczy. Jest wesoła i rozbrykana oraz lubi wyzwania. Ala ma krótkie, rude kitki, zielone oczy i dużo piegów. Jest nieśmiała, mądra i zamknięta w sobie. Nosi grube, zielone okulary. Choć są bliźniaczkami nie są wcale podobne. Ich rodzicami są Pani Ania i Pan Alojzy. Wszyscy mieszkają w dużym 3- piętrowym domu z czerwonymi ścianami i drewnianym, żółtym dachem. Agata jutro ma wyjechać na zajęcia dodatkowe na cały dzień. Będzie się tam uczyć systematyczności, ładnego pisania i czytania. Ala dostała po pięć szóstek z mongolskiego i baletu. Teraz wywyższa się i uczy się o Brazylii. Agata zawsze jej dokucza, ale teraz również pragnie umieć tyle co siostra. Ona sama dostała z mongolskiego osiem trójek, a z baletu dwie piątki. Agata rozzłoszczona pobiegła do pokoju i zaczęła się uczyć. Teraz Agata tak nadwyrężyła wzrok, że musiała jechać do okulisty. Mama poszła z nią, a lekarka zapisała jej grube, czerwone okulary. W drodze do domu zauważyły duży, czarny, urzędowy samochód. Z samochodu wyszedł Pan Anzelm i krzyknął:
- Ulica Agrestowa musi być zamknięta! Proszę wszystkich o opuszczenie domów!
Ala i Agata tak się wystraszyły, że wyszły bez protestu. Kiedy już mieli zamknąć ulicę, Agata obudziła się. Leżała na biurku nad książką i nie miała na nosie okularów. Zrozumiała, że wszystko to jej się śniło, a ulica Agrestowa pozostała do dziś.
Koniec
czwartek, 17 kwietnia 2014
Mrówkojad Fasolka
Dawno, dawno temu za górami i rzekami, w lesie, żył sobie mrówkojad. Tego mrówkojada nazywano bardzo śmiesznie - Fasolka. Wszystko z powodu, jego chudego jak fasola, nosa. Fasolka umiał szybko biegać i sprawnie łapać pożywienie. Miał koleżankę Fifcię, która potrafiła wysoko skakać. Pewnego dnia Fasolka i Fifcia znaleźli piękny kwiat. Fasolka myśląc, że nowy kwiat może być smaczny zaczął prędko obgryzać liść kwiatka. Fifcia myśląc, że kwiatek umie dobrze mówić, powiedziała: Dzień dobry kwiatku! Jednak zamiast odpowiedzi, z kwiatka wyleciała pszczoła i powoli zaczęła się zbliżać do nosa Fifci. Nagle.... hyc! Teraz na nosie Fifci tkwił duży bąbel. Fasolka widząc to wszystko bardzo wyraźnie krzyknął: Uciekajmy! Fifcia ospale wyciągnęła nóżki do przodu i zaczęła bardzo energicznie podskakiwać. Fasolka mocno ponaglał Fifcię, aby się pospieszyła. Fifcia zebrała wszystkie siły i skoczyła bardzo, ale to bardzo daleko. pszczoła tymczasem spokojnie odleciała do innego kwiatka. Fasolka zatrzymał się gwałtownie. Zobaczył jak Fifcia leci do góry i spada w dół. Popatrzył w górę i zobaczył ptaka Filusia. Filuś śpiewał tak słodko i wzruszająco, że Fasolce łezka zakręciła się w oku. Po chwili umówili się, że Filuś będzie leciał z Fasolką na grzbiecie tak długo, aż nie zobaczą Fifci. Po chwili ujrzeli Fifcię na czubku sosny. Wspólnymi siłami przenieśli Fifcię na grzbiet Filusia. Teraz lecą sobie bez żadnych kłopotów.
sobota, 1 marca 2014
Gruba grupa
Dawno, dawno temu w gąszczu żył sobie gbur gąsior. Miał na imię Gargamel. Gargamel kochał czaplę Gabrysię. Gabrysia wzięła ślub z Gargamelem. Na weselnej uczcie były: glisty, główki cebuli i zgniłe grzyby. Czapla zaczęła płakać od cebuli. Kiedy łzy Gabrysi zmieniły się w ocean, z norek zaczęły wychodzić gąsienice i Gabrysia utonęła. Gbur odleciał łkając. Gąsienice chodziły do szkoły, w której głuchy nauczyciel uczył geografii. Na obiad w szkółce podano grochówkę i sałatkę z grejpfrutów. Gdy gąsieniczki wróciły do domów, ich wódz, Grzegorz, postawił na swoim pałacu flagę z napisem "Gruba grupa". Wtem z północy zaczęło nadlatywać mnóstwo gołębi. Gołębie w mig pożarły cały gród wodza Grzegorza.
Koniec
Rzeźba Rzęsy
Dawno, dawno temu, były sobie dobre przyjaciółki - Pani Rzeżucha i Pani Rzodkiewka. Rzodkiewka miała siostrę Rzęsę, która rzadko się śmiała. Rzęsa pracowała w samorządzie rzeźbiarskim. Rzeżucha i Rzodkiewka lubiły po jutrzence bez przerwy patrzeć na morze. Pewnego dnia okazało się, że Rzęsa musi wyjechać poza Rzym, aby zrobić rzeźbę taksówkarza. Rzęsa spakowała do torby: talerz, grzyby i odrzutowiec, potem uściskała siostrę i znajomą, po czym poleciała do Rzeczpospolitej Polskiej. Na miejscu rozbiła swój namiot na skraju rzeki i zabrała się do pracy. Gdy już skończyła, zewsząd zeszły się tłumy tancerzy i tancerek, którzy zaczęli tańczyć wokół rzeźby. Szczęśliwa Rzęsa zaśmiała się i wesoła wróciła do domu. Od teraz Rzęsa była zawsze wesoła.
Koniec
Koniec
Dach z chleba
Dawno, dawno temu, żył sobie chłopiec o imieniu Michał. Michał miał 4 chomiki. Jeden z chomików był chudy i miał zielone ucho. Pewnego razu do chomiczka przyleciała mucha i zaczęła kichać oraz szlochać. Chomik był zakochany w muszce i z tej miłości zachorował i cały dzień chrapał. Mucha poleciała na dach i obłożyła ten dach chlebem. Chomik zaczął chichotać, a potem zawołał resztę chomików. Żaden z nich nie był tchórzem. Chomiki chciały zatańczyć na dachu z chleba. Mucha podarowała każdemu kawałek chrupka i zaczęła tańczyć. Po tańcu każdy zjadł chałwę i chrupki. Następnej nocy Chrobotka, siostra Michała, zobaczyła, że na dachu chlewu wisi chustka z napisem "Kocham cię". Zdziwiona poszła do obory, a tam...chlup! Chrobotka wpadła do błota i się utopiła. W ciągu dnia chomik i mucha cały czas byli razem i chrupali okruchy z kuchni. Mucha chrobotała ostrymi zębami i chlupała się w oborze. Jednak zatopiona Chrobotka wyciągnęła rękę i złapała muchę. Schrupała ją z wielkim apetytem. Chomik szlochał i szlochał..... Pewnie do dziś szlocha w poduchę z chleba, chrupie marchewkę i wyciera nos chusteczką w chrabąszcze.
Koniec
Koniec
Zasadzka Henia
Dawno, dawno temu, w kraju, w którym helikoptery zawsze hamują, żył sobie Pan Henio. Pan Henio był harcerzem i hodował cztery hipopotamy. Te hipopotamy wieczorem jeździły hulajnogą na Podhale, a gdy spotkały owcę, naciskały hamulec. Takie to były bohaterskie hipopotamy. Pewnego wietrznego dnia do Pana Henia przyszła Pani Hela. Na niebie zaczęły pokazywać się oznaki huraganu. Pani Hela przyjechała do tej krainy i mieszkała w hotelu. Pani Hela miała na ubraniu mnóstwo haczyków, którymi robiła straszny hałas. Pan Henio nie lubił Pani Heli, dlatego szykował zasadzkę. Zaprosił Panią Helę na herbatniki maczane w herbacie. Gdy Pani Hela zbliżyła się do stołu, dopiero się zaczęło. Pan Henio tylko czekał na tę chwilę. Henio podłożył Pani Heli nogę zanim usiadła i odsunął krzesło. Hela runęła na podłogę, a potem uciekła i więcej się nie pokazała. Za to Heniowi mocno pogratulowano, a jego hipopotamy obwołały go honorowym bohaterem.
Koniec
Koniec
poniedziałek, 28 października 2013
Fryzjer Filip i jego paczka
Dawno, dawno temu, we Francji, żył fryzjer. Fryzjer miał na imię Filip. Filip był mistrzem futbolu i zawsze nosił fioletowy fartuch. Filip był fantazyjny, bo na fartuch narzucał futro, choć było lato. Fryzjer miał fokę i flaminga, na którym lubił fruwać przy fontannie i razem z foką jeść wafelki i ser feta. Razem ze zwierzakami lubił grać w fanty i rzucać frisbie. Filip miał koleżankę Franię. Frania na każdego mówiła fąfel. Frania i Filip byli fajnymi, a nawet fantastycznymi, przyjaciółmi.
Koniec
Koniec
Wakacje na plaży
Dawno, dawno temu, żyła sobie żmija. Żmija miała kuzyna jeża i siostrę żabę. Jeż lubił leżeć na plaży i żreć beżowe żonkile. Takie żarcie bardzo odpowiadało jeżowi. Żaba lubiła żartować i ważyć jeża po zżarciu żonkili. Żaba miała dwóch kolegów: żurawia i węża. Razem z nimi chodziła na pole pełne żyta.
Pewnego razu rodzinka postanowiła wyjechać na plażę. Jeż ucieszył się, że wreszcie będzie mógł chrupać żonkile. Rodzinka wreszcie dojechała na plażę. Był na niej straszny żar. Żaba jęknęła:
- No nie, no nie! Czy moje życie się skończy?
Żmija zapytała jeża:
- Jeżu? Czy te beżowe żonkile są dobre, czy te żółte są lepsze?
Jeż odpowiedział:
- Lepiej będzie jak zjesz beżowe, choć żółte lepiej smakują, ale...
Żmija na to:
- No wiesz co! Ja chcę te najlepsze żonkile do sałatki! Muszę je nazrywać.
Jeż złapał się za głowę:
- Nie zrywaj! Jesteś na nie uczulona!
Wtedy żaba wtrąciła się do rozmowy:
- Halo! Jeż ma rację! Nie pamiętasz? To jest zakaźne!
Żmija była uparta:
- Ja chcę mieć dobry obiad, tylko tyle!
Żmija zaczęła zrywać żonkile i nie mogąc się powstrzymać zaczęła je gryźć. Wtem zaczęła się kichanina! Żmija zaczęła kaszleć i kichać! Jeż szybko zarządził ewakuację do domu.
Od tego czasu żmija nigdy nie wybierała tego co najlepsze, tylko to, co zdrowe i bezpieczne.
Koniec
Pewnego razu rodzinka postanowiła wyjechać na plażę. Jeż ucieszył się, że wreszcie będzie mógł chrupać żonkile. Rodzinka wreszcie dojechała na plażę. Był na niej straszny żar. Żaba jęknęła:
- No nie, no nie! Czy moje życie się skończy?
Żmija zapytała jeża:
- Jeżu? Czy te beżowe żonkile są dobre, czy te żółte są lepsze?
Jeż odpowiedział:
- Lepiej będzie jak zjesz beżowe, choć żółte lepiej smakują, ale...
Żmija na to:
- No wiesz co! Ja chcę te najlepsze żonkile do sałatki! Muszę je nazrywać.
Jeż złapał się za głowę:
- Nie zrywaj! Jesteś na nie uczulona!
Wtedy żaba wtrąciła się do rozmowy:
- Halo! Jeż ma rację! Nie pamiętasz? To jest zakaźne!
Żmija była uparta:
- Ja chcę mieć dobry obiad, tylko tyle!
Żmija zaczęła zrywać żonkile i nie mogąc się powstrzymać zaczęła je gryźć. Wtem zaczęła się kichanina! Żmija zaczęła kaszleć i kichać! Jeż szybko zarządził ewakuację do domu.
Od tego czasu żmija nigdy nie wybierała tego co najlepsze, tylko to, co zdrowe i bezpieczne.
Koniec
Budyń i Ania
Dawno, dawno temu w Budyniolandii, takim magicznym kraju, w mieście Budyniowo, mieszkał chłopiec Budyń Budyniowski. Budyń uwielbiał jeść budyń. Pewnej nocy chłopiec zbudził się nagle. Miał od pięciu dni bardzo dziwny sen. Tej nocy Budyń miał także ten okropny sen. W tym śnie, na czarnym niebie, pojawiła się nagle jakaś błyszcząca kropka. Kropka coraz bardziej się zbliżała, aż wleciała mu na głowę i zrzuciła z łóżka. Chłopiec ubrał się i postanowił, że poczeka, aż będzie godzina szósta. Rankiem chłopiec zbiegł na śniadanie. Na śniadaniu mama powiedziała:
- Słuchaj Budyń, muszę iść do pracy. Miałam jeszcze iść z tobą do cioci, ale jest bardzo brzydka pogoda, więc zostaniesz w domu.
- Dobrze mamo - odpowiedział Budyń.
Kiedy skończyło się śniadanie, mama Budynia zaczęła się szykować do wyjścia. Na dworze grzmiało. Mama Budynia wyszła przez drzwi powtarzając:
- Pa, pa, moje słońce!
Budyń został w domu sam. Wtem na niebie pojawiła się biała kropka i zaczęła się zbliżać. Po chwili kropka wleciała przez okno. Tylko, że nagle ta kropka kropką nie była, tylko na podłodze w kuchni było... UFO!!! Z UFO wyskoczyła mała dziewczynka i zapytała:
- Kto ty jesteś?
- Ja..., jaa, ja jestem Budyń. Zostaniemy przyjaciółmi?
- Zgoda. Mam na imię Ania.
Wtedy przyszła mama.
- Cześć! Jestem, Budyńku. A to kto? - zdziwiła się mama.
- To moja koleżanka, Ania - przedstawił dziewczynkę Budyń.
- Dobrze. Skąd jesteś, Aniu?
- Ja przyjechałam tu z wujkiem. Mogę do niego iść?
- Tak, możesz Aniu.
- To ja pójdę i niedługo wrócę. To pa! - pożegnała się Ania.
- Pa! - odpowiedział Budyń.
I tak Budyń i Ania zostali najlepszymi przyjaciółmi.
Koniec
- Słuchaj Budyń, muszę iść do pracy. Miałam jeszcze iść z tobą do cioci, ale jest bardzo brzydka pogoda, więc zostaniesz w domu.
- Dobrze mamo - odpowiedział Budyń.
Kiedy skończyło się śniadanie, mama Budynia zaczęła się szykować do wyjścia. Na dworze grzmiało. Mama Budynia wyszła przez drzwi powtarzając:
- Pa, pa, moje słońce!
Budyń został w domu sam. Wtem na niebie pojawiła się biała kropka i zaczęła się zbliżać. Po chwili kropka wleciała przez okno. Tylko, że nagle ta kropka kropką nie była, tylko na podłodze w kuchni było... UFO!!! Z UFO wyskoczyła mała dziewczynka i zapytała:
- Kto ty jesteś?
- Ja..., jaa, ja jestem Budyń. Zostaniemy przyjaciółmi?
- Zgoda. Mam na imię Ania.
Wtedy przyszła mama.
- Cześć! Jestem, Budyńku. A to kto? - zdziwiła się mama.
- To moja koleżanka, Ania - przedstawił dziewczynkę Budyń.
- Dobrze. Skąd jesteś, Aniu?
- Ja przyjechałam tu z wujkiem. Mogę do niego iść?
- Tak, możesz Aniu.
- To ja pójdę i niedługo wrócę. To pa! - pożegnała się Ania.
- Pa! - odpowiedział Budyń.
I tak Budyń i Ania zostali najlepszymi przyjaciółmi.
Koniec




