Zaczęło się pewnego, słonecznego dnia. W ten dzień, moja rodzina... Nie! Najpierw muszę przecież o niej opowiedzieć.
Moja mama - ma 41 lat. Zawsze pomoże, doradzi i podpowie. Nigdy nie jest w gorącej wodzie kąpana. Kiedy ma zły dzień, boli ją głowa, a rondle fruwają po kuchni. Na co dzień mama wspaniale gotuje i jest żartobliwie nastawiona.
Mój tata - ma 36 lat. Żartowniś i leniuch. Tata nie lubi pośpiechu, gorzkiej czekolady i pracy w domu. Na szczęście pośród gór roboty, umie znaleźć czas na zabawę i żart. Każdy kto porozmawia z moim tatą będzie miał wrażenie, że przeszedł przez niego "duch żartów".
Ja - czasami uśmiechnięta, a czasami nie. Czasami żartobliwa, czasami zapłakana. Lubię słodycze, żarty i marzenia. Wszystko co przyjemne uwielbiam wymarzyć, a jestem czasami zamyślona, a czasami coś mi się popsuje w myślach. Ogółem - Czarno-biała to ja!
Teraz, jak już wiecie, kim jestem, możemy opowiadać o... Nie! Przecież jeszcze nie powiedziałam ile mam lat. Tego nie da się określić. Jak jestem smutna mówię, że mam 9, a jak jestem wesoła, że 10. Tak teraz można już zaczynać...
Był piękny, słoneczny dzień. Ja i moi rodzice wstaliśmy na śniadanie, o 10:00. Na szczęście była sobota. Na śniadanie zjedliśmy kanapki z szynką, a ja nie lubię szynki. Zaczęło się tak:
- Nie, ja tego nie zjem! - powiedziałam.
- To może wolisz, żeby kanapka zjadła ciebie! - zawołał tata.
- Zjedz połowę kanapki - doradziła mama.
Zjadłam więc połowę kanapki i poszłam do pokoju odrobić lekcje...
- Mamo! Która jest godzina? - spytałam.
- Jest godzina 11:15. Czemu pytasz? - odrzekła mama.
- Bo ja się boję, że nie zdążę na basen! - zmartwiłam się.
- Jak się tak będziesz bać, to się utopisz - zaśmiał się tata.
Po chwili zeszyty miałam spakowane, buty ubrane i worek w rękach. Poszłam na basen. Od razu przestałam się denerwować. W końcu jestem Czarno-biała! Kiedy wróciłam do domu byłam zmęczona. Tak zmęczona, że nie zjadłam obiadu, a ocknęłam się dopiero godzinę później. Zjadłam kolację i zasnęłam...
Zapamiętajcie sobie jednak jedno: Być Czarno-białą nie jest łatwo. Jednak najlepiej być sobą. Trzeba to docenić.
Koniec!
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieszne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieszne. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 września 2015
poniedziałek, 28 października 2013
Wakacje na plaży
Dawno, dawno temu, żyła sobie żmija. Żmija miała kuzyna jeża i siostrę żabę. Jeż lubił leżeć na plaży i żreć beżowe żonkile. Takie żarcie bardzo odpowiadało jeżowi. Żaba lubiła żartować i ważyć jeża po zżarciu żonkili. Żaba miała dwóch kolegów: żurawia i węża. Razem z nimi chodziła na pole pełne żyta.
Pewnego razu rodzinka postanowiła wyjechać na plażę. Jeż ucieszył się, że wreszcie będzie mógł chrupać żonkile. Rodzinka wreszcie dojechała na plażę. Był na niej straszny żar. Żaba jęknęła:
- No nie, no nie! Czy moje życie się skończy?
Żmija zapytała jeża:
- Jeżu? Czy te beżowe żonkile są dobre, czy te żółte są lepsze?
Jeż odpowiedział:
- Lepiej będzie jak zjesz beżowe, choć żółte lepiej smakują, ale...
Żmija na to:
- No wiesz co! Ja chcę te najlepsze żonkile do sałatki! Muszę je nazrywać.
Jeż złapał się za głowę:
- Nie zrywaj! Jesteś na nie uczulona!
Wtedy żaba wtrąciła się do rozmowy:
- Halo! Jeż ma rację! Nie pamiętasz? To jest zakaźne!
Żmija była uparta:
- Ja chcę mieć dobry obiad, tylko tyle!
Żmija zaczęła zrywać żonkile i nie mogąc się powstrzymać zaczęła je gryźć. Wtem zaczęła się kichanina! Żmija zaczęła kaszleć i kichać! Jeż szybko zarządził ewakuację do domu.
Od tego czasu żmija nigdy nie wybierała tego co najlepsze, tylko to, co zdrowe i bezpieczne.
Koniec
Pewnego razu rodzinka postanowiła wyjechać na plażę. Jeż ucieszył się, że wreszcie będzie mógł chrupać żonkile. Rodzinka wreszcie dojechała na plażę. Był na niej straszny żar. Żaba jęknęła:
- No nie, no nie! Czy moje życie się skończy?
Żmija zapytała jeża:
- Jeżu? Czy te beżowe żonkile są dobre, czy te żółte są lepsze?
Jeż odpowiedział:
- Lepiej będzie jak zjesz beżowe, choć żółte lepiej smakują, ale...
Żmija na to:
- No wiesz co! Ja chcę te najlepsze żonkile do sałatki! Muszę je nazrywać.
Jeż złapał się za głowę:
- Nie zrywaj! Jesteś na nie uczulona!
Wtedy żaba wtrąciła się do rozmowy:
- Halo! Jeż ma rację! Nie pamiętasz? To jest zakaźne!
Żmija była uparta:
- Ja chcę mieć dobry obiad, tylko tyle!
Żmija zaczęła zrywać żonkile i nie mogąc się powstrzymać zaczęła je gryźć. Wtem zaczęła się kichanina! Żmija zaczęła kaszleć i kichać! Jeż szybko zarządził ewakuację do domu.
Od tego czasu żmija nigdy nie wybierała tego co najlepsze, tylko to, co zdrowe i bezpieczne.
Koniec
