Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurdalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurdalne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2015

Mała Małgorzatka i wielki pech

   Cześć! To ja Mała Małgorzatka. Skoro już wiecie o mnie co nieco, z poprzedniej części możemy opowiedzieć o pewnym dniu, który utkwił mi w pamięci. Dniu, który był niezwykły. Dniu nazywanego pechowym...
  Rano nie chciało mi się wstawać. Co gorsza nie usłyszałam budzika, a moja porcja marchewki, rozgotowała się na marchewkową papkę. Spróbowałam sobie zrobić tosty z malinową marmoladą, ale nie udało się. Nie udało się, bo wszystkie tosty zjadła moja macocha -  Marycha. Co robić? Po chwili wahania zrobiłam sobie migdałowe muffinki. Musiałam się jeszcze ubrać i... o nie! Na moją, nową sukienkę wylała się maślanka. Trudno, wezmę inną, a teraz szybko do szkoły. 
W szkole okazało się, że mój ulubiony nauczyciel - Pan Marcel od mrożenia (nauka mrożenia bez pomocy lodówki) zachorował. Ponadto zapomniałam zeszytu od j. mongolskiego, a Pani Marta wylała na mnie moją porcję zupy morelowej i spaliła mój obiad. Gdy wróciłam do domu macocha powiadomiła mnie, że mój materac ma małe rozdarcie i musiała kupić inny. Poprosiłam ją o obiad. Dała mi makaron w sosie morelowym i wyprała moją mufkę. Jak przyjemnie jest wyciągnąć się na materacu, po cały m dniu pechowych zdarzeń...
- Moja, miła cioteczko! Mam nadzieję, że Małgorzatka ma malutko czasu, żeby namalować mi maki! Czy zrobisz mi moje ulubione mandarynki z makiem?
Tak! To moja kuzynka Monika tak miauczy. Mam nadzieję, że nie będzie się mądrzyła na temat mody. Musiała przyjść akurat dzisiaj? Mówicie, że nie? Ja uważam, że musiała. Nigdy nie rzychodzi kiedy trzeba. O nie! Weszła do pokoju. Szybko zamknęłam oczy i udałam, że śpię. Monika mrugała szybko oczami i potrząsała mną. Otworzyłam więc oczy z powrotem i krzyknęłam ze zdumienia! A był powód do krzyku. Monika miała włosy mokre, a małe rączki obciśnięte w malinową mufkę. Miała na sobie miniówkę koloru mango, a na nogach mokasyny o 4 numery za duże. Jak onamoże wytrzymać? Macocha machnęła ręką i zawołała nas na mini - podwieczorek. Był murzynek i mandarynki z makiem.
  Jak ona je wymiauczała? Mi się nigdy nie udaje... 


                                                                                                      Koniec       

niedziela, 14 czerwca 2015

Mała Małgorzata

Dawno, dawno temu za małym morzem i mieniącymi się mokradłami żyła sobie Małgosia. Małgosia mieszkała w małym mieszkaniu razem z macochą Marychą. Miały małpy i morsy w małym mokradełku. Małgosia miała 5 lat i dlatego wszyscy mówili na nią mała Małgosia. Małgosi tata miał na imię Maciej i był marynarzem. Teraz opowiem o jednym dniu z życia Małgosi.

Rano Małgosia wstała o 9:30 i wyłączyła budzik w kształcie mango. Potem umyła się mydłem malinowym i ubrała się w: miękką marynarkę we wzór moro, małą, melanżową miniówkę, morelowy melonik, morską muszkę i miętowe mokasyny. Małgosia była modnisią i uwielbiała się malować morelowa, matową szminką. Po ubraniu Małgosia zeszła z macochą na śniadanie. Na stole wyłożony był mus marchewkowy i morelowa "Miranda". Mała rodzina zjadła mus i skończyła śniadanie. Następnie Małgosia ułożyła włosy na mokrą Włoszkę i pomaszerowała do szkoły by napisać maturę. Małgosia miała marzenie żeby ją zdać. Małgosia na nieszczęście nie zabrała miękkiej mufki. Dziewczynka miała jeszcze do pokonania długą drogę, gdy nagle zobaczyła małego misia Marcinka. Miś chodził z nią do klasy. Marcinek był nowym uczniem, bo niedawno przeprowadził się z rodzicami do malinowej mieściny. Mały misiu powiedział Małgosi, że się martwi, bo się zgubił. Koleżanka pożyczyła mu zapasowe, miękkie mokasyny i zaprowadziła do szkoły. W szkole Małgorzatka i Marcin spotkali swoje koleżanki: Misię, Melanię, Martę i Magdę. Razem poszli do klasy i przygotowali się do matematyki. Pani Martyna zawołała dzieci do sali i zaczęła się lekcja. Na matematyce Pani opowiadała o mnożeniu. Następną lekcją był j. mongolski. Mądry Pan Michał na lekcji modlił się po mongolsku i uczył malowania techniką mongolską. Ostatnia lekcja - malarstwo - upłynęła szybko. Pani Michalina mówiła o malowaniu miejscowym i malarskiej maturze. Następnie Małgosia i inne dzieci zeszły do sali modlitewnej pisać maturę. Po całym dniu szkoły Małgorzata była zmęczona i ledwo doczołgała się do mieszkania. W domu odrobiła zadania, padła na materac i zasnęła.

Teraz, jak już opowiedziałam o dniu z życia Małgosi mogę opisać jej pokój. Za morelowymi drzwiami, po prawej stronie stała mała szafeczka koloru miętowego. Obok niej leżały morelowe materace i zestawy do słuchania muzyki. Na miętowych ścianach wisiały mongolskie monety, nabyte na wakacjach. Zamiast dywanu na podłodze rozłożona była mieniąca się mata. Na suficie wisiał żyrandol z miejscowych malachitów. Mokasyny chowane były w modelarni, w której dziewczynka malowała i lepiła z modeliny małe małpki. Swoje dzieła stawiała na półeczce i ozdabiała je malachitami. Blok, w którym mieszkali Małgosia, macocha i Maciej wyglądał niepozornie. Miał wyłamane drzwi, źle pomalowane dachówki i odrapane melanżowe ściany, ale dla Małgosi zawsze był najpiękniejszy.



                                                                    Koniec!      

sobota, 8 listopada 2014

Ulica Agrestowa


Całkiem niedawno w mieście Andelad powstała ulica Agrestowa. Na tej ulicy mieszkały Agata i Ala, dwie bliźniaczki. Oprócz nich mieszkali też: Adam, Adrian, Aga, Adriana, Pani Ania, Pan Anzelm, Pani Anastazja, Pan Anastazy, Pani Anda i Pan Alojzy. Wszyscy mieszkali w żółto-czerwonych domach. Była to mała, ciasna ulica, brukowana zieloną kostką. Jeździły tam niebieskie, brązowe i białe rowery. Na ulicy była szkoła nr 108. Nazywała się "Angrolician". Do szkoły chodziły wszystkie dzieci z okolicy. Uczyły się tam: języka francuskiego, języka mongolskiego, historii Brazylii, szybkiego pisania, leniuchowania,rozciągania, baletu i piłki nożnej. Wszyscy jedli tam między innymi: dżem pistacjowy, mleko pomarańczowe, cukierki malinowe, masło z rzepy, sałatkę cytrynową i wiele innych dziwnych, lecz pysznych rzeczy. Teraz pora powiedzieć o Agacie i Ali. Agata ma długie czarne loki i brązowe, duże oczy. Jest wesoła i rozbrykana oraz lubi wyzwania. Ala ma krótkie, rude kitki, zielone oczy i dużo piegów. Jest nieśmiała, mądra i zamknięta w sobie. Nosi grube, zielone okulary. Choć są bliźniaczkami nie są wcale podobne. Ich rodzicami są Pani Ania i Pan Alojzy. Wszyscy mieszkają w dużym 3- piętrowym domu z czerwonymi ścianami i drewnianym, żółtym dachem. Agata jutro ma wyjechać na zajęcia dodatkowe na cały dzień. Będzie się tam uczyć systematyczności, ładnego pisania i czytania. Ala dostała po pięć szóstek z mongolskiego i baletu. Teraz wywyższa się i uczy się o Brazylii. Agata zawsze jej dokucza, ale teraz również pragnie  umieć tyle co siostra. Ona sama dostała z mongolskiego osiem trójek, a z baletu dwie piątki. Agata rozzłoszczona pobiegła do pokoju i zaczęła się uczyć. Teraz Agata tak nadwyrężyła wzrok, że musiała jechać do okulisty. Mama poszła z nią, a lekarka zapisała jej grube, czerwone okulary. W drodze do domu zauważyły duży, czarny, urzędowy samochód. Z samochodu wyszedł Pan Anzelm i krzyknął:
- Ulica Agrestowa musi być zamknięta! Proszę wszystkich o opuszczenie domów!
Ala i Agata tak się wystraszyły, że wyszły bez protestu. Kiedy już mieli zamknąć ulicę, Agata obudziła się. Leżała na biurku nad książką i nie miała na nosie okularów. Zrozumiała, że wszystko to jej się śniło, a ulica Agrestowa pozostała do dziś.

                                                                                                       Koniec

sobota, 1 marca 2014

Gruba grupa

Dawno, dawno temu w gąszczu żył sobie gbur gąsior. Miał na imię Gargamel. Gargamel kochał czaplę Gabrysię. Gabrysia wzięła ślub z Gargamelem. Na weselnej uczcie były: glisty, główki cebuli i zgniłe grzyby. Czapla zaczęła płakać od cebuli. Kiedy łzy Gabrysi zmieniły się w ocean, z norek zaczęły wychodzić gąsienice i Gabrysia utonęła. Gbur odleciał łkając. Gąsienice chodziły do szkoły, w której głuchy nauczyciel uczył geografii. Na obiad w szkółce podano grochówkę i sałatkę z grejpfrutów. Gdy gąsieniczki wróciły do domów, ich wódz, Grzegorz, postawił na swoim pałacu flagę z napisem "Gruba grupa". Wtem z północy zaczęło nadlatywać mnóstwo gołębi. Gołębie w mig pożarły cały gród wodza Grzegorza.


                                                                                            Koniec 

Rzeźba Rzęsy

Dawno, dawno temu, były sobie dobre przyjaciółki - Pani Rzeżucha i Pani Rzodkiewka. Rzodkiewka miała siostrę Rzęsę, która rzadko się śmiała. Rzęsa pracowała w samorządzie rzeźbiarskim. Rzeżucha i Rzodkiewka lubiły po jutrzence bez przerwy patrzeć na morze. Pewnego dnia okazało się, że Rzęsa musi wyjechać poza Rzym, aby zrobić rzeźbę taksówkarza. Rzęsa spakowała do torby: talerz, grzyby i odrzutowiec, potem uściskała siostrę i znajomą, po czym poleciała do Rzeczpospolitej Polskiej. Na miejscu rozbiła swój namiot na skraju rzeki i zabrała się do pracy. Gdy już skończyła, zewsząd zeszły się tłumy tancerzy i tancerek, którzy zaczęli tańczyć wokół rzeźby. Szczęśliwa Rzęsa zaśmiała się i wesoła wróciła do domu. Od teraz Rzęsa była zawsze wesoła.



                                                                              Koniec 












Dach z chleba

Dawno, dawno temu, żył sobie chłopiec o imieniu Michał. Michał miał 4 chomiki. Jeden z chomików był chudy i miał zielone ucho. Pewnego razu do chomiczka przyleciała mucha i zaczęła kichać oraz szlochać. Chomik był zakochany w muszce i z tej miłości zachorował i cały dzień chrapał. Mucha poleciała na dach i obłożyła ten dach chlebem. Chomik zaczął chichotać, a potem zawołał resztę chomików. Żaden z nich nie był tchórzem. Chomiki chciały zatańczyć na dachu z chleba. Mucha podarowała każdemu kawałek chrupka i zaczęła tańczyć. Po tańcu każdy zjadł chałwę i chrupki. Następnej nocy Chrobotka, siostra Michała, zobaczyła, że na dachu chlewu wisi chustka z napisem "Kocham cię". Zdziwiona poszła do obory, a tam...chlup! Chrobotka wpadła do błota i się utopiła. W ciągu dnia chomik i mucha cały czas byli razem i chrupali okruchy z kuchni. Mucha chrobotała ostrymi zębami i chlupała się w oborze. Jednak zatopiona Chrobotka wyciągnęła rękę i złapała muchę. Schrupała ją z wielkim apetytem. Chomik szlochał i szlochał..... Pewnie do dziś szlocha w poduchę z chleba, chrupie marchewkę i wyciera nos chusteczką w chrabąszcze.




                                                                                          Koniec

Zasadzka Henia

Dawno, dawno temu, w kraju, w którym helikoptery zawsze hamują, żył sobie Pan Henio. Pan Henio był harcerzem i hodował cztery hipopotamy. Te hipopotamy wieczorem jeździły hulajnogą na Podhale, a gdy spotkały owcę, naciskały hamulec. Takie to były bohaterskie hipopotamy. Pewnego wietrznego dnia do Pana Henia przyszła Pani Hela. Na niebie zaczęły pokazywać się oznaki huraganu. Pani Hela przyjechała do tej krainy i mieszkała w hotelu. Pani Hela miała na ubraniu mnóstwo haczyków, którymi robiła straszny hałas. Pan Henio nie lubił Pani Heli, dlatego szykował zasadzkę. Zaprosił Panią Helę na herbatniki maczane w herbacie. Gdy Pani Hela zbliżyła się do stołu, dopiero się zaczęło. Pan Henio tylko czekał na tę chwilę. Henio podłożył Pani Heli nogę zanim usiadła i odsunął krzesło. Hela runęła na podłogę, a potem uciekła i więcej się nie pokazała. Za to Heniowi mocno pogratulowano, a jego hipopotamy obwołały go honorowym bohaterem.



                                                                          Koniec

poniedziałek, 28 października 2013

Fryzjer Filip i jego paczka

Dawno, dawno temu, we Francji, żył fryzjer. Fryzjer miał na imię Filip. Filip był mistrzem futbolu i zawsze nosił fioletowy fartuch. Filip był fantazyjny, bo na fartuch narzucał futro, choć było lato. Fryzjer miał fokę i flaminga, na którym lubił fruwać przy fontannie i razem z foką jeść wafelki i ser feta. Razem ze zwierzakami lubił grać w fanty i rzucać frisbie. Filip miał koleżankę Franię. Frania na każdego mówiła fąfel. Frania i Filip byli fajnymi, a nawet fantastycznymi, przyjaciółmi.

                                                                         Koniec

Wakacje na plaży

Dawno, dawno temu, żyła sobie żmija. Żmija miała kuzyna jeża i siostrę żabę. Jeż lubił leżeć na plaży i żreć beżowe żonkile. Takie żarcie bardzo odpowiadało jeżowi. Żaba lubiła żartować i ważyć jeża po zżarciu żonkili. Żaba miała dwóch kolegów: żurawia i węża. Razem z nimi chodziła na pole pełne żyta.
Pewnego razu rodzinka postanowiła wyjechać na plażę. Jeż ucieszył się, że wreszcie będzie mógł chrupać żonkile. Rodzinka wreszcie dojechała na plażę. Był na niej straszny żar. Żaba jęknęła:
- No nie, no nie! Czy moje życie się skończy?
Żmija zapytała jeża:
- Jeżu? Czy te beżowe żonkile są dobre, czy te żółte są lepsze?
Jeż odpowiedział:
- Lepiej będzie jak zjesz beżowe, choć żółte lepiej smakują, ale...
Żmija na to:
- No wiesz co! Ja chcę te najlepsze żonkile do sałatki! Muszę je nazrywać.
Jeż złapał się za głowę:
- Nie zrywaj! Jesteś na nie uczulona!
Wtedy żaba wtrąciła się do rozmowy:
- Halo! Jeż ma rację! Nie pamiętasz? To jest zakaźne!
Żmija była uparta:
- Ja chcę mieć dobry obiad, tylko tyle!
Żmija zaczęła zrywać żonkile i nie mogąc się powstrzymać zaczęła je gryźć. Wtem zaczęła się kichanina! Żmija zaczęła kaszleć i kichać! Jeż szybko zarządził ewakuację do domu.
Od tego czasu żmija nigdy nie wybierała tego co najlepsze, tylko to, co zdrowe i bezpieczne.
                                                                                               
   
                                                                                                      Koniec