Z wiatrem leci bratek,
Jak dowód naszej miłości.
Z wiatrem skały -
- Odłamki radości.
Z wiatrem to co najcenniejsze,
Czyli po prostu Ty.
Z wiatrem słońce i księżyc,
Na noce i dni.
Z wiatrem zło i żal,
Mimo wszystko nasze.
Z wiatrem moje serce,
Oddane Tobie na zawsze.
Z wiatrem to co znasz,
Czyli tylko Ja.
Z wiatrem ciemność,
Strach i mgła.
Szukaj na tym blogu
sobota, 2 kwietnia 2016
To
To raz leci,
A raz fruwa.
To raz śpi,
A raz czuwa.
To raz ziemią,
A raz niebem.
To raz można,
A raz trzeba.
Jednak to nie powstało.
To ciągle było za mało.
I to nigdy nie jest to o co chodzi,
Bo to nie mija i nie nadchodzi.
Bo to po prostu Ty.
To powstało z Twojej łzy.
I bardzo odebrać bym to innym chciała,
Ale i tak bym nie umiała.
Cechy
Czy jesteś mi bliski?
Zadaj sobie to pytanie,
Przeklęty, czy skryty.
Ja chcę poznać twoje zdanie,
Na temat twoich cech,
Obmytych wodą,
Uważanych za grzech
I za największą szkodę.
Lecz ty jesteś niezwykły.
Pociechą moją bądź.
Przy mnie nie jesteś ukryty,
Więc moim sercem rządź.
Moja krew twoim życiem.
Twoja krew moją cechą,
Dognaną przez przeżycie.
Proszę, bądź mi pociechą.
Oddziel swoje wady,
Od zalet twych myśli.
Daleko od zagłady,
Czerp z serca korzyści.
Oddziel wszystko krechą,
Niepodobną do innych krech.
Wiatr jest twoją pociechą,
Lecz ty toniesz w morzu cech.
Lawina gór, strzępi wiatr,
Kamienie rwą ci serce,
A ja wierzę, że ten świat,
Będzie ukryty w tej kresce.
Zadaj sobie to pytanie,
Przeklęty, czy skryty.
Ja chcę poznać twoje zdanie,
Na temat twoich cech,
Obmytych wodą,
Uważanych za grzech
I za największą szkodę.
Lecz ty jesteś niezwykły.
Pociechą moją bądź.
Przy mnie nie jesteś ukryty,
Więc moim sercem rządź.
Moja krew twoim życiem.
Twoja krew moją cechą,
Dognaną przez przeżycie.
Proszę, bądź mi pociechą.
Oddziel swoje wady,
Od zalet twych myśli.
Daleko od zagłady,
Czerp z serca korzyści.
Oddziel wszystko krechą,
Niepodobną do innych krech.
Wiatr jest twoją pociechą,
Lecz ty toniesz w morzu cech.
Lawina gór, strzępi wiatr,
Kamienie rwą ci serce,
A ja wierzę, że ten świat,
Będzie ukryty w tej kresce.
środa, 16 marca 2016
Cień
Cień przeklęty osłania mnie przed szczęściem,
A ja marzę by być prawdziwym człowiekiem.
Bo człowiek nie zbacza na smutek,
Bo przecież trzeba kilku minutek,
By w nich znaleźć prawdziwe piękno.
Lecz cień zamyka mi na świat okienko.
Noszę ten cień w sercu,
Odbija się w każdym dźwięku.
Stworzony z żali i smutków,
Rozchodzących się powolutku,
I miękko jak płatki róży.
Cień człowiekowi nie służy.
Tworzy ścianę z błahostek,
I smutnych ciekawostek,
O nieskończonych myślach.
Cień ciągle je uściśla,
W wąskie szpary kpin,
A to wszystko z moich win.
A ja marzę by być prawdziwym człowiekiem.
Bo człowiek nie zbacza na smutek,
Bo przecież trzeba kilku minutek,
By w nich znaleźć prawdziwe piękno.
Lecz cień zamyka mi na świat okienko.
Noszę ten cień w sercu,
Odbija się w każdym dźwięku.
Stworzony z żali i smutków,
Rozchodzących się powolutku,
I miękko jak płatki róży.
Cień człowiekowi nie służy.
Tworzy ścianę z błahostek,
I smutnych ciekawostek,
O nieskończonych myślach.
Cień ciągle je uściśla,
W wąskie szpary kpin,
A to wszystko z moich win.
Czas
Zanika i biegnie,
Całkiem niepotrzebnie.
Zagubieni wśród miesięcy i lat,
My chcemy inaczej widzieć świat.
Beztrosko i lekko, bez brzemienia czasu,
Nie trzymając się wciąż atlasu,
Ni wyznaczonej minuty,
Nie patrząc na poprzestawiane nuty.
Po prostu żyć bez udręki.
Jeść z czyjejś ręki,
Bez stopera, jak kula u nogi.
Nie bacząc na czasu przestrogi.
Gubiąc klucze do słów.
Wciąż oczekiwać Świętych krów,
Których czas nie ogarnia,
Jak wszechwiedząca latarnia,
Co pali się każdej godziny
I oświetla smutne miny.
Bez uczucia żalu przyjmij więc czas,
Bo on jest tym co pilnuje nas,
Przed porywem wiatru,
Przed ogniem pożaru.
Całkiem niepotrzebnie.
Zagubieni wśród miesięcy i lat,
My chcemy inaczej widzieć świat.
Beztrosko i lekko, bez brzemienia czasu,
Nie trzymając się wciąż atlasu,
Ni wyznaczonej minuty,
Nie patrząc na poprzestawiane nuty.
Po prostu żyć bez udręki.
Jeść z czyjejś ręki,
Bez stopera, jak kula u nogi.
Nie bacząc na czasu przestrogi.
Gubiąc klucze do słów.
Wciąż oczekiwać Świętych krów,
Których czas nie ogarnia,
Jak wszechwiedząca latarnia,
Co pali się każdej godziny
I oświetla smutne miny.
Bez uczucia żalu przyjmij więc czas,
Bo on jest tym co pilnuje nas,
Przed porywem wiatru,
Przed ogniem pożaru.
Tajemnica
To właśnie Ona nas uwodzi,
A my wciąż pytamy o co chodzi.
Ale choć byśmy nie wiem jak chcieli,
To i tak nic byśmy nie rozumieli.
Czy myśl bliska, czy myśl daleka,
Nigdy nie wiadomo co nas czeka.
I to wszystko wciąż się rodzi na nowo - i zachwyca,
A jest na to tylko jedno słowo - tajemnica.
A my wciąż pytamy o co chodzi.
Ale choć byśmy nie wiem jak chcieli,
To i tak nic byśmy nie rozumieli.
Czy myśl bliska, czy myśl daleka,
Nigdy nie wiadomo co nas czeka.
I to wszystko wciąż się rodzi na nowo - i zachwyca,
A jest na to tylko jedno słowo - tajemnica.
piątek, 18 grudnia 2015
Małgorzatka i kosmita z krainy Mela
Drrrrrryń! O nie! dzwonek na lekcje już dzwoni. Denerwuję się przed muzyką. Mamy na niej materiał do matury z Mozarta. Chyba mnie pamiętacie? Jestem Małgorzatka i wprost nie znoszę muzyki. To miauczenie miętoli mi w mózgu.
Ale co to? Pani Martyna nie daje nam kartek tylko miętosi nerwowo swoje martensy i... rękę jakiejś nieznajomej, małej dziewczynki. Okazało się, że to nowa dziewczyna w klasie - Mela. Mela miała malinowe margaretki wpięte we włosy, uczesane w misterne loki z modną grzywką. Wyglądała na mądralińską i pewną siebie "miss" własnego świata. Miała ubrane morelowe (męskie) mokasyny. Ech, no tak! Wszyscy teraz wiedzą, że noszenie męskich butów jest dobre. Mela miała też malinowy mini top i miętową miniówkę z morskimi moreu (egzotyczny ornament na odzieży). Na jej malinowych pazurach lśniły mieniąc się modne mitenki. Szybko się przywitała i popatrzyła na innych z ironią.
- A gdzie moja klasa? - mruknęła - mam migrenę! No dalej! Przynieść mi morelowy mix...
Cała klasa patrzyła na nią oniemiała. Mela niezrażona pierwszym ruchem "służby naszej miss" odparła:
- No co? Co tu się wyrabia? Chyba trafiłam w złe miejsce. Jak na służbę 11-latki jakoś nie spełniacie moich żądań! - Mela machała małą, markową torebeczką, a po całej klasie latały markery, maliny, mrówki i małże, które mała miss miała w plecaku. Pani Martyna zbladła i mizerniała, aż w końcu wytłumaczyła Meli, że to MY jesteśmy jej klasą. Mela skrzywiła się i mruknęła coś w tym stylu:
- Moja mmm....słu..... moja klaso! Jeszcze sssię policzymy - po czym usiadła obok Marty i bez pytania wyjęła z jej plecaka mufinki i zaczęła mlaskać z apetytem. Wszyscy patrzyli na nią jak na kosmitę. Drrrrrryń! Nareszcie dzwonek na przerwę oznajmił, że materiał na maturę jest tylko mizernym marzeniem mądralińskiego. A kogo to zasługa?...
-Hej! - zawołał Marcel - przez tą kosmitkę Mela miss upiekło się nam!
-Ciiiiii! - syknęła klasa. Niestety było już za późno. Po napisanej maturze pomyślałam, że Marcel zrobił to specjalnie. W końcu nie każdy może znaleźć na miłość kosmitę z planety Mela. Żeby to zrobić trzeba być zawodowcem. A może wystarczy tylko położyć się do łóżka i przekonać się, że to wszystko było tylko snem. Chyba AŻ!
Koniec!
Ale co to? Pani Martyna nie daje nam kartek tylko miętosi nerwowo swoje martensy i... rękę jakiejś nieznajomej, małej dziewczynki. Okazało się, że to nowa dziewczyna w klasie - Mela. Mela miała malinowe margaretki wpięte we włosy, uczesane w misterne loki z modną grzywką. Wyglądała na mądralińską i pewną siebie "miss" własnego świata. Miała ubrane morelowe (męskie) mokasyny. Ech, no tak! Wszyscy teraz wiedzą, że noszenie męskich butów jest dobre. Mela miała też malinowy mini top i miętową miniówkę z morskimi moreu (egzotyczny ornament na odzieży). Na jej malinowych pazurach lśniły mieniąc się modne mitenki. Szybko się przywitała i popatrzyła na innych z ironią.
- A gdzie moja klasa? - mruknęła - mam migrenę! No dalej! Przynieść mi morelowy mix...
Cała klasa patrzyła na nią oniemiała. Mela niezrażona pierwszym ruchem "służby naszej miss" odparła:
- No co? Co tu się wyrabia? Chyba trafiłam w złe miejsce. Jak na służbę 11-latki jakoś nie spełniacie moich żądań! - Mela machała małą, markową torebeczką, a po całej klasie latały markery, maliny, mrówki i małże, które mała miss miała w plecaku. Pani Martyna zbladła i mizerniała, aż w końcu wytłumaczyła Meli, że to MY jesteśmy jej klasą. Mela skrzywiła się i mruknęła coś w tym stylu:
- Moja mmm....słu..... moja klaso! Jeszcze sssię policzymy - po czym usiadła obok Marty i bez pytania wyjęła z jej plecaka mufinki i zaczęła mlaskać z apetytem. Wszyscy patrzyli na nią jak na kosmitę. Drrrrrryń! Nareszcie dzwonek na przerwę oznajmił, że materiał na maturę jest tylko mizernym marzeniem mądralińskiego. A kogo to zasługa?...
-Hej! - zawołał Marcel - przez tą kosmitkę Mela miss upiekło się nam!
-Ciiiiii! - syknęła klasa. Niestety było już za późno. Po napisanej maturze pomyślałam, że Marcel zrobił to specjalnie. W końcu nie każdy może znaleźć na miłość kosmitę z planety Mela. Żeby to zrobić trzeba być zawodowcem. A może wystarczy tylko położyć się do łóżka i przekonać się, że to wszystko było tylko snem. Chyba AŻ!
Koniec!