Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 28 października 2013

Fryzjer Filip i jego paczka

Dawno, dawno temu, we Francji, żył fryzjer. Fryzjer miał na imię Filip. Filip był mistrzem futbolu i zawsze nosił fioletowy fartuch. Filip był fantazyjny, bo na fartuch narzucał futro, choć było lato. Fryzjer miał fokę i flaminga, na którym lubił fruwać przy fontannie i razem z foką jeść wafelki i ser feta. Razem ze zwierzakami lubił grać w fanty i rzucać frisbie. Filip miał koleżankę Franię. Frania na każdego mówiła fąfel. Frania i Filip byli fajnymi, a nawet fantastycznymi, przyjaciółmi.

                                                                         Koniec

Wakacje na plaży

Dawno, dawno temu, żyła sobie żmija. Żmija miała kuzyna jeża i siostrę żabę. Jeż lubił leżeć na plaży i żreć beżowe żonkile. Takie żarcie bardzo odpowiadało jeżowi. Żaba lubiła żartować i ważyć jeża po zżarciu żonkili. Żaba miała dwóch kolegów: żurawia i węża. Razem z nimi chodziła na pole pełne żyta.
Pewnego razu rodzinka postanowiła wyjechać na plażę. Jeż ucieszył się, że wreszcie będzie mógł chrupać żonkile. Rodzinka wreszcie dojechała na plażę. Był na niej straszny żar. Żaba jęknęła:
- No nie, no nie! Czy moje życie się skończy?
Żmija zapytała jeża:
- Jeżu? Czy te beżowe żonkile są dobre, czy te żółte są lepsze?
Jeż odpowiedział:
- Lepiej będzie jak zjesz beżowe, choć żółte lepiej smakują, ale...
Żmija na to:
- No wiesz co! Ja chcę te najlepsze żonkile do sałatki! Muszę je nazrywać.
Jeż złapał się za głowę:
- Nie zrywaj! Jesteś na nie uczulona!
Wtedy żaba wtrąciła się do rozmowy:
- Halo! Jeż ma rację! Nie pamiętasz? To jest zakaźne!
Żmija była uparta:
- Ja chcę mieć dobry obiad, tylko tyle!
Żmija zaczęła zrywać żonkile i nie mogąc się powstrzymać zaczęła je gryźć. Wtem zaczęła się kichanina! Żmija zaczęła kaszleć i kichać! Jeż szybko zarządził ewakuację do domu.
Od tego czasu żmija nigdy nie wybierała tego co najlepsze, tylko to, co zdrowe i bezpieczne.
                                                                                               
   
                                                                                                      Koniec

Budyń i Ania

Dawno, dawno temu w Budyniolandii, takim magicznym kraju, w mieście Budyniowo, mieszkał chłopiec Budyń Budyniowski. Budyń uwielbiał jeść budyń. Pewnej nocy chłopiec zbudził się nagle. Miał od pięciu dni bardzo dziwny sen. Tej nocy Budyń miał także ten okropny sen. W tym śnie, na czarnym niebie, pojawiła się nagle jakaś błyszcząca kropka. Kropka coraz bardziej się zbliżała, aż wleciała mu na głowę i zrzuciła z łóżka. Chłopiec ubrał się i postanowił, że poczeka, aż będzie godzina szósta. Rankiem chłopiec zbiegł na śniadanie. Na śniadaniu mama powiedziała:
- Słuchaj Budyń, muszę iść do pracy. Miałam jeszcze iść z tobą do cioci, ale jest bardzo brzydka pogoda, więc zostaniesz w domu.
- Dobrze mamo - odpowiedział Budyń.
Kiedy skończyło się śniadanie, mama Budynia zaczęła się szykować do wyjścia. Na dworze grzmiało. Mama Budynia wyszła przez drzwi powtarzając:
- Pa, pa, moje słońce!
Budyń został w domu sam. Wtem na niebie pojawiła się biała kropka i zaczęła się zbliżać. Po chwili kropka wleciała przez okno. Tylko, że nagle ta kropka kropką nie była, tylko na podłodze w kuchni było... UFO!!! Z UFO wyskoczyła mała dziewczynka i zapytała:
- Kto ty jesteś?
- Ja..., jaa, ja jestem Budyń. Zostaniemy przyjaciółmi?
- Zgoda. Mam na imię Ania.
Wtedy przyszła mama.
- Cześć! Jestem, Budyńku. A to kto? - zdziwiła się mama.
- To moja koleżanka, Ania - przedstawił dziewczynkę Budyń.
- Dobrze. Skąd jesteś, Aniu?
- Ja przyjechałam tu z wujkiem. Mogę do niego iść?
- Tak, możesz Aniu.
- To ja pójdę i niedługo wrócę. To pa! - pożegnała się Ania.
- Pa! - odpowiedział Budyń.
I tak Budyń i Ania zostali najlepszymi przyjaciółmi.



                                                                                   Koniec