Szukaj na tym blogu

środa, 16 marca 2016

Cień

Cień przeklęty osłania mnie przed szczęściem,
A ja marzę by być prawdziwym człowiekiem.
Bo człowiek nie zbacza na smutek,
Bo przecież trzeba kilku minutek,
By w nich znaleźć prawdziwe piękno.
Lecz cień zamyka mi na świat okienko.

Noszę ten cień w sercu,
Odbija się w każdym dźwięku.
Stworzony z żali i smutków,
Rozchodzących się powolutku,
I miękko jak płatki róży.
Cień człowiekowi nie służy.

Tworzy ścianę z błahostek,
I smutnych ciekawostek,
O nieskończonych myślach.
Cień ciągle je uściśla,
W wąskie szpary kpin,
A to wszystko z moich win.

Czas

Zanika i biegnie,
Całkiem niepotrzebnie.
Zagubieni wśród miesięcy i lat,
My chcemy inaczej widzieć świat.
Beztrosko i lekko, bez brzemienia czasu,
Nie trzymając się wciąż atlasu,
Ni wyznaczonej minuty,
Nie patrząc na poprzestawiane nuty.
Po prostu żyć bez udręki.
Jeść z czyjejś ręki,
Bez stopera, jak kula u nogi.
Nie bacząc na czasu przestrogi.
Gubiąc klucze do słów.
Wciąż oczekiwać Świętych krów,
Których czas nie ogarnia,
Jak wszechwiedząca latarnia,
Co pali się każdej godziny
I oświetla smutne miny.
Bez uczucia żalu przyjmij więc czas,
Bo on jest tym co pilnuje nas,
Przed porywem wiatru,
Przed ogniem pożaru.

Tajemnica

To właśnie Ona nas uwodzi,
A my wciąż pytamy o co chodzi.
Ale choć byśmy nie wiem jak chcieli,
To i tak nic byśmy nie rozumieli.

Czy myśl bliska, czy myśl daleka,
Nigdy nie wiadomo co nas czeka.
I to wszystko wciąż się rodzi na nowo - i zachwyca,
A jest na to tylko jedno słowo - tajemnica.

piątek, 18 grudnia 2015

Małgorzatka i kosmita z krainy Mela

 Drrrrrryń! O nie! dzwonek na lekcje już dzwoni. Denerwuję się przed muzyką. Mamy na niej materiał do matury z Mozarta. Chyba mnie pamiętacie? Jestem Małgorzatka i wprost nie znoszę muzyki. To miauczenie miętoli mi w mózgu.
  Ale co to? Pani Martyna nie daje nam kartek tylko miętosi nerwowo swoje martensy i... rękę jakiejś nieznajomej, małej dziewczynki. Okazało się, że to nowa dziewczyna w klasie - Mela. Mela miała malinowe margaretki wpięte we włosy, uczesane w misterne loki z modną grzywką. Wyglądała na mądralińską i pewną siebie "miss" własnego świata. Miała ubrane morelowe (męskie) mokasyny. Ech, no tak! Wszyscy teraz wiedzą, że noszenie męskich butów jest dobre. Mela miała też malinowy mini top i miętową miniówkę z morskimi moreu (egzotyczny ornament na odzieży). Na jej malinowych pazurach lśniły mieniąc się modne mitenki. Szybko się przywitała i popatrzyła na innych z ironią.
- A gdzie moja klasa? - mruknęła - mam migrenę! No dalej! Przynieść mi morelowy mix...
Cała klasa patrzyła na nią oniemiała. Mela niezrażona pierwszym ruchem "służby naszej miss" odparła:
- No co? Co tu się wyrabia? Chyba trafiłam w złe miejsce. Jak na służbę 11-latki jakoś nie spełniacie moich żądań! - Mela machała małą, markową torebeczką, a po całej klasie latały markery, maliny, mrówki i małże, które mała miss miała w plecaku. Pani Martyna zbladła i mizerniała, aż w końcu wytłumaczyła Meli, że to MY jesteśmy jej klasą. Mela skrzywiła się i mruknęła coś w tym stylu:
- Moja mmm....słu..... moja klaso! Jeszcze sssię policzymy - po czym usiadła obok Marty i bez pytania wyjęła z jej plecaka mufinki i zaczęła mlaskać z apetytem. Wszyscy patrzyli na nią jak na kosmitę. Drrrrrryń! Nareszcie dzwonek na przerwę oznajmił, że materiał na maturę jest tylko mizernym marzeniem mądralińskiego. A kogo to zasługa?...
-Hej! - zawołał Marcel - przez tą kosmitkę Mela miss upiekło się nam!
-Ciiiiii! - syknęła klasa. Niestety było już za późno. Po napisanej maturze pomyślałam, że Marcel zrobił to specjalnie. W końcu nie każdy może znaleźć na miłość kosmitę z planety Mela. Żeby to zrobić trzeba być zawodowcem. A może wystarczy tylko położyć się do łóżka i przekonać się, że to wszystko było tylko snem. Chyba AŻ!

                                                                                       Koniec!  

poniedziałek, 28 września 2015

Dwie Małgorzatki

   Jeden, dwa, trzy... A, to wy? Cześć! Właśnie liczyłam jajka na jajecznicę z margaryną. Co ja to miałam Wam opowiedzieć...?  A, prawda! Mam dla Was wspaniałą nowinę! Mam małą siostrzyczkę!Ma na imię Małgożata. W sumie nie ma różnicy, tylko, że jej imię się inaczej pisze. No może nie jest już taka mała, w końcu ma już 12 lat, ale... Te kilka dni nie robi różnicy. Przynajmniej jeśli sobie założymy, że nie mam tylko 5 lat. Trudno, szczegóły nie są ważne. Tak samo nieważne jak napisanie na kartkówce (przeze mnie) "masury"(Mazury) i "mienki"(miękki)... No, ale wróćmy do tematu. Przepraszam, że nie wspomniałam o niej wcześniej, ale była na wakacjach i na "chwilkę" o niej zapomniałam. Ale teraz jest tu, w domu i zaraz zacznie wydziwiać...
   Tak wróćmy do liczenia jajek. Jedno, drugie...
- Potrzebne ci będzie sześć jajek Małgosiu. A tak poza tym, miałaś mi zrobić mus, i marchewkową marmoladę, i mrożone maliny i...
Tak, to moja milutka siostra właśnie weszła do kuchni. Ojejku! Teraz zaczyna mi wypominać:
- Nie tak Małgorzatko moja, nie tak... To trzeba robić ostrożnie i...
W tym momencie Małgożata wyrwała mi łyżkę z ręki i szybko zaczęła mieszać. Tak szybko, że nie widziała swoich ruchów i...
- Aaaa! Jak to boli! Małgorzatko, to twoja wina! Twój wzrok źle działa na moje ruchy i...
   Tak. Jak zwykle siostra zwala wszystko na mnie i kara trafia się mnie. Małgożata jest: leniwa, mądralińska, hałaśliwa i brak jej cierpliwości. Niech sobie będzie jaka chce. Dla mnie będzie jedyna, wyjątkowa, kochana...

                                                                                         Koniec
   

niedziela, 27 września 2015

Mała Małgorzatka i wielki pech

   Cześć! To ja Mała Małgorzatka. Skoro już wiecie o mnie co nieco, z poprzedniej części możemy opowiedzieć o pewnym dniu, który utkwił mi w pamięci. Dniu, który był niezwykły. Dniu nazywanego pechowym...
  Rano nie chciało mi się wstawać. Co gorsza nie usłyszałam budzika, a moja porcja marchewki, rozgotowała się na marchewkową papkę. Spróbowałam sobie zrobić tosty z malinową marmoladą, ale nie udało się. Nie udało się, bo wszystkie tosty zjadła moja macocha -  Marycha. Co robić? Po chwili wahania zrobiłam sobie migdałowe muffinki. Musiałam się jeszcze ubrać i... o nie! Na moją, nową sukienkę wylała się maślanka. Trudno, wezmę inną, a teraz szybko do szkoły. 
W szkole okazało się, że mój ulubiony nauczyciel - Pan Marcel od mrożenia (nauka mrożenia bez pomocy lodówki) zachorował. Ponadto zapomniałam zeszytu od j. mongolskiego, a Pani Marta wylała na mnie moją porcję zupy morelowej i spaliła mój obiad. Gdy wróciłam do domu macocha powiadomiła mnie, że mój materac ma małe rozdarcie i musiała kupić inny. Poprosiłam ją o obiad. Dała mi makaron w sosie morelowym i wyprała moją mufkę. Jak przyjemnie jest wyciągnąć się na materacu, po cały m dniu pechowych zdarzeń...
- Moja, miła cioteczko! Mam nadzieję, że Małgorzatka ma malutko czasu, żeby namalować mi maki! Czy zrobisz mi moje ulubione mandarynki z makiem?
Tak! To moja kuzynka Monika tak miauczy. Mam nadzieję, że nie będzie się mądrzyła na temat mody. Musiała przyjść akurat dzisiaj? Mówicie, że nie? Ja uważam, że musiała. Nigdy nie rzychodzi kiedy trzeba. O nie! Weszła do pokoju. Szybko zamknęłam oczy i udałam, że śpię. Monika mrugała szybko oczami i potrząsała mną. Otworzyłam więc oczy z powrotem i krzyknęłam ze zdumienia! A był powód do krzyku. Monika miała włosy mokre, a małe rączki obciśnięte w malinową mufkę. Miała na sobie miniówkę koloru mango, a na nogach mokasyny o 4 numery za duże. Jak onamoże wytrzymać? Macocha machnęła ręką i zawołała nas na mini - podwieczorek. Był murzynek i mandarynki z makiem.
  Jak ona je wymiauczała? Mi się nigdy nie udaje... 


                                                                                                      Koniec       

wtorek, 22 września 2015

Rodzinka żarcików

   Zaczęło się pewnego, słonecznego dnia. W ten dzień, moja rodzina... Nie! Najpierw muszę przecież o niej opowiedzieć.
   Moja mama - ma 41 lat. Zawsze pomoże, doradzi i podpowie. Nigdy nie jest w gorącej wodzie kąpana. Kiedy ma zły dzień, boli ją głowa, a rondle fruwają po kuchni. Na co dzień mama wspaniale gotuje i jest żartobliwie nastawiona.
Mój tata - ma 36 lat. Żartowniś i leniuch. Tata nie lubi pośpiechu, gorzkiej czekolady i pracy w domu. Na szczęście pośród gór roboty, umie znaleźć czas na zabawę i żart. Każdy kto porozmawia z moim tatą będzie miał wrażenie, że przeszedł przez niego "duch żartów".
Ja - czasami uśmiechnięta, a czasami nie. Czasami żartobliwa, czasami zapłakana. Lubię słodycze, żarty i marzenia. Wszystko co przyjemne uwielbiam wymarzyć, a jestem czasami zamyślona, a czasami coś mi się popsuje w myślach. Ogółem - Czarno-biała to ja!
Teraz, jak już wiecie, kim jestem, możemy opowiadać o... Nie! Przecież jeszcze nie powiedziałam ile mam lat. Tego nie da się określić. Jak jestem smutna mówię, że mam 9, a jak jestem wesoła, że 10. Tak teraz można już zaczynać...
Był piękny, słoneczny dzień. Ja i moi rodzice wstaliśmy na śniadanie, o 10:00. Na szczęście była sobota. Na śniadanie zjedliśmy kanapki z szynką, a ja nie lubię szynki. Zaczęło się tak:
- Nie, ja tego nie zjem! - powiedziałam.
- To może wolisz, żeby kanapka zjadła ciebie! - zawołał tata.
- Zjedz połowę kanapki - doradziła mama.
Zjadłam więc połowę kanapki i poszłam do pokoju odrobić lekcje...
- Mamo! Która jest godzina? - spytałam.
- Jest godzina 11:15. Czemu pytasz? - odrzekła mama.
- Bo ja się boję, że nie zdążę na basen! - zmartwiłam się.
- Jak się tak będziesz bać, to się utopisz - zaśmiał się tata.
Po chwili zeszyty miałam spakowane, buty ubrane i worek w rękach. Poszłam na basen. Od razu przestałam się denerwować. W końcu jestem Czarno-biała! Kiedy wróciłam do domu byłam zmęczona. Tak zmęczona, że nie zjadłam obiadu, a ocknęłam się dopiero godzinę później. Zjadłam kolację i zasnęłam...
   Zapamiętajcie sobie jednak jedno: Być Czarno-białą nie jest łatwo. Jednak najlepiej być sobą. Trzeba to docenić.


                                                                                         Koniec!